|
|
|
NAJNOWSZY NUMER 35 (579) ukazał się 31 sierpnia 2010 |
|
|
poniedziałek, 6 września 2010 |
Tygodnik Kędzierzyńsko-Kozielski |
|
W GAZECIE: Aktualności z Miasta | Aktualności z Powiatu | Komentarze | Magazyn | Kultura | LISTY | Sport | Fotoreportaże | Kalendarium imprez | Ważne telefony | Dyżury Aptek | Repertuar kina "Chemik" | Linki | ARCHIWUM | SONDY |
![]()
|
Komentarze
Złapać oddech
Jakub Dźwilewski: - Czy dzięki potężnej liczbie przepisów i machinie urzędników, którzy je egzekwują, pomoc jest zawsze sprawiedliwie rozdzielana? Mam co do tego poważne wątpliwości.
Powodzianie czekają na zasiłki o wartości od 6 do 20 tys. zł., bo MOPS musi zatrudnić rzeczoznawców, którzy oszacują wysokość strat. Miasto, za te usługi zapłacić ma ok. 150 tys. zł. i oczekuje, że dostanie te pieniądze od wojewody. Wojewoda, który przekazuje pieniądze MSWiA do gmin, zapłacić za rzeczoznawców nie chce. Skoro ministerstwo takich wymogów nie stawia, po co miasto zatrudnia rzeczoznawców - pytają urzędnicy wojewody. A jeśli prezydent Kędzierzyna-Koźla już koniecznie chce to zrobić, musi zapłacić z własnego budżetu - dodają zniecierpliwieni podkreślając, że ich wolą jest jak najszybsza pomoc powodzianom. A co na to miejscy urzędnicy? Nie bez racji przekonują, że wydając ponad 10 mln zł publicznych pieniędzy, muszą wydać je dobrze. I jeśli za pół roku inspektor Najwyższej Izby Kontroli przyjedzie sprawdzić wydatkowanie popowodziowych pieniędzy, to właśnie oni będą się z tego tłumaczyć. I tu dochodzimy do sedna problemu. Nawet w tak dramatycznej sytuacji jak powódź, kiedy kataklizm zniszczył dobytek ludzi, przepisy są ważniejsze niż pomoc drugiemu człowiekowi. Fatalne prawo połączone z postawą urzędników, powoduje, że można odnieść wrażenie, że to przepisy są ważniejsze od człowieka. A przecież powinno być na odwrót. Urzędnicy są zakładnikami procedur. A mieszkańcy tygodniami, a jak źle pójdzie miesiącami, będą czekać na pomoc, która przecież jest na wyciagnięcie ręki. Bo akurat tym razem pieniędzy na nią nie brakuje. Wychodzi na to, że w urzędniczej podejrzliwości doszliśmy do absurdu. Lepiej wydać dodatkowe pieniądze, poświęcić mnóstwo czasu, bo a nuż komuś za dużo pomożemy. A gdyby nawet? Czy w naszym kraju dzięki potężnej liczbie przepisów i machinie urzędników, którzy je egzekwują, pomoc jest zawsze sprawiedliwie rozdzielana? Mam co do tego poważne wątpliwości. Może więc zamiast kłaść nacisk na szukanie ewentualnych nieprawidłowości, na zabezpieczanie się, na wieczne kontrole, na armię ludzi, którzy decydują o wydaniu pieniędzy i drugą armię ludzi, którzy skontroluję tych pierwszych, zastanowilibyśmy się czy tego wszystkiego nie uprościć? Para idzie w gwizdek. Tam gdzie marnuje się miliardy - winnych nie ma. Tam gdzie możliwe są drobne przewiny mamy wielki aparat władzy. Czas chyba żeby Platforma Obywatelska pokazała swoją obywatelską twarz i uwolniła ludzi od wielu niezbyt potrzebnych przepisów. Wszyscy wtedy odetchniemy z ulgą. Jestem pewien, że urzędnicy też. APowodzianie czekają na zasiłki o wartości od 6 do 20 tys. zł., bo MOPS musi zatrudnić rzeczoznawców, którzy oszacują wysokość strat. Miasto, za te usługi zapłacić ma ok. 150 tys. zł. i oczekuje, że dostanie te pieniądze od wojewody. Wojewoda, który przekazuje pieniądze MSWiA do gmin, zapłacić za rzeczoznawców nie chce. Skoro ministerstwo takich wymogów nie stawia, po co miasto zatrudnia rzeczoznawców - pytają urzędnicy wojewody. A jeśli prezydent Kędzierzyna-Koźla już koniecznie chce to zrobić, musi zapłacić z własnego budżetu - dodają zniecierpliwieni podkreślając, że ich wolą jest jak najszybsza pomoc powodzianom. A co na to miejscy urzędnicy? Nie bez racji przekonują, że wydając ponad 10 mln zł publicznych pieniędzy, muszą wydać je dobrze. I jeśli za pół roku inspektor Najwyższej Izby Kontroli przyjedzie sprawdzić wydatkowanie popowodziowych pieniędzy, to właśnie oni będą się z tego tłumaczyć. I tu dochodzimy do sedna problemu. Nawet w tak dramatycznej sytuacji jak powódź, kiedy kataklizm zniszczył dobytek ludzi, przepisy są ważniejsze niż pomoc drugiemu człowiekowi. Fatalne prawo połączone z postawą urzędników, powoduje, że można odnieść wrażenie, że to przepisy są ważniejsze od człowieka. A przecież powinno być na odwrót. Urzędnicy są zakładnikami procedur. A mieszkańcy tygodniami, a jak źle pójdzie miesiącami, będą czekać na pomoc, która przecież jest na wyciagnięcie ręki. Bo akurat tym razem pieniędzy na nią nie brakuje. Wychodzi na to, że w urzędniczej podejrzliwości doszliśmy do absurdu. Lepiej wydać dodatkowe pieniądze, poświęcić mnóstwo czasu, bo a nuż komuś za dużo pomożemy. A gdyby nawet? Czy w naszym kraju dzięki potężnej liczbie przepisów i machinie urzędników, którzy je egzekwują, pomoc jest zawsze sprawiedliwie rozdzielana? Mam co do tego poważne wątpliwości. Może więc zamiast kłaść nacisk na szukanie ewentualnych nieprawidłowości, na zabezpieczanie się, na wieczne kontrole, na armię ludzi, którzy decydują o wydaniu pieniędzy i drugą armię ludzi, którzy skontroluję tych pierwszych, zastanowilibyśmy się czy tego wszystkiego nie uprościć? Para idzie w gwizdek. Tam gdzie marnuje się miliardy - winnych nie ma. Tam gdzie możliwe są drobne przewiny mamy wielki aparat władzy. Czas chyba żeby Platforma Obywatelska pokazała swoją obywatelską twarz i uwolniła ludzi od wielu niezbyt potrzebnych przepisów. Wszyscy wtedy odetchniemy z ulgą. Jestem pewien, że urzędnicy też.
Jakub Dźwilewski
dodane:
2010-07-26 22:19:53
Gazeta Lokalna nr 30 (574)
UWAGA: Komentarze o obraźliwej treści, zawierające pomówienia i wulgaryzmy są usuwane z forum.
Prosimy uczestników dyskusji
o zachowanie pełnej kultury i wzajemnego szacunku.
|
|
||||||||||||||||||||||||||
NAPISZ DO NAS NA GG|
WEBMASTER
|
COPYRIGHT © 2007 NOWA GAZETA LOKALNA. WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. |